poniedziałek, 5 grudnia 2016

Mleczne historie - Ewelina

Mleczne historie - zdjęcie tytuowe
Fot.  Agnieszka (Kosińska) Marciniak Photography, A.M. Kośmiccy Fotografia, Jagoda Gramala Fotografia, Iryna Mazura photography & art

Mlecznego cykli ciąg dalszy.

Ponad 4 miesiące temu odbył się I Piknik Laktacyjny na Polnej, który organizowałam wraz z Ginekologiczno-Położniczym Szpitalem Klinicznym Uniwersytetu Medycznego im. Karola Marcinkowskiego w Poznaniu. Na tym,  pikniku rozdałyśmy nagrody laureatkom konkursu na Mleczną historię, jedną z nagród była publikacja tejże historii a kolejną, piękna mleczna sesja ufundowana przez A.M. Kośmiccy Fotografia oraz Jagoda Gramala Fotografia.

Tak jak już napisałam w poście  MLECZNE HISTORIE - JAK TO BYŁO ZE MNĄ 
Raz w miesiącu będę Wam przedstawiała jedną z tych wzruszających opowieści.

Fot: Jagoda Gramala Fotografia
Fot: Jagoda Gramala Fotografia

Dziś poznajcie Ewelinę!

Jej historię wybrałam jako pierwszą, bo mówi o tych najważniejszych obawach i o wsparciu, którego czasem brak, oraz o mężczyznach którzy stoją w cieniu niedocenieni, a są nam często nieocenioną pomocą.
Każdy początek jest trudny... i strach ma zawsze wielkie oczy, czyli moja mleczna historia.
Na temat karmienia piersią napisano już sporo. Buszując po Internecie możemy dokopać się do wielu badań przekonujących, że dzięki mleku matki dzieci są zdrowsze, lepiej się rozwijają, w przyszłości mają mniejsze problemy z nadwagą, a nawet, że są bardziej inteligentne. Jeśli poszukamy wystarczająco głęboko, możemy znaleźć również publikacje naukowców przekonujących, że wszystko to opiera się na badaniach, których metodologia pomija wiele istotnych aspektów rzucających zupełnie inne światło na sprawę. Trudno odnaleźć się w gąszczu sprzecznych informacji i argumentów, którymi przyszłe mamy bombardowane są ze wszystkich stron, a przede wszystkim trudno zachować tak ważny dla "ciężarówek" oraz młodych mam spokój.
Czytając na temat karmienia piersią wszystko, co tylko wpadło mi w ręce natknęłam się na informację, że przeszło dziewięćdziesiąt procent pierworódek nie potrafi poradzić sobie z karmieniem. Niestety w grupie moich krewnych i koleżanek, które urodziły w podobnym czasie co ja, statystyka ta się potwierdza. Spośród dużej grupy bliskich mi młodych mam jestem obecnie jedyną, której udało się przetrwać pierwszy miesiąc. Jedyną, która wciąż karmi. Przyczyn porażek było bardzo dużo, a każda z nich stała się źródłem nowych teorii na temat karmienia i argumentów za tym, jakie to karmienie butelką jest praktyczne, wygodniejsze i lepsze. Pomijając fakt, że gdy karmimy mlekiem w proszku łatwiej wyrwać się gdzieś samej, zostawiając dziecko z tatą lub dziadkami, nie widzę żadnych zalet takiego rozwiązania, ale co ja tam wiem - nie karmiłam butelką i szczerze mówiąc bardzo się boję momentu, w którym będę zmuszona zacząć.
Fot: Jagoda Gramala Fotografia
Fot: Jagoda Gramala Fotografia
Początki karmienia piersią były trudne. Kiedy naszedł wreszcie ten długo wyczekiwany dzień, dzień porodu, myślałam o tym, żeby jak najszybciej rozpocząć karmienie. Niestety, okazało się, że moja córeczka spędzi pierwszą dobę z dala ode mnie. Byłam zdeterminowana. Za wszelką cenę chciałam ją nakarmić. Po kilku godzinach bezsennej nocy, obolała i zmęczona, udałam się na oddział neonatologii. Z pomocą pań położnych udało się! Zosia otrzymała ten jakże cenny pierwszy pokarm, siarę. Wcześniej jednak dostała sztuczne mleko z butelki. Dużo czytałam o tym, że podawanie w początkowym okresie dziecku do ust czegokolwiek poza sutkiem może utrudnić mu opanowanie ssania piersi. Bardzo bałam się, że te komplikacje uniemożliwią mi karmienie, ale ostatecznie wszystko się jakoś ułożyło.
Pisząc z perspektywy mamy, której jak dotąd idzie całkiem nieźle, chciałabym się skupić na kwestiach, które w mojej ocenie poruszane są najrzadziej. Jeśli komuś naprawdę zależy na tym by karmić piersią, to jest w stanie bez większego problemu dotrzeć do informacji na temat tego, jak pokonać wszelkie techniczne problemy (prawdę mówiąc, ze wszystkich moich koleżanek tylko jedna miała naprawdę solidny argument za tym, żeby nie karmić; były to problemy dermatologiczne niezależne od ciąży). O ile w czerpaniu wiedzy na temat macierzyństwa nie ograniczamy się tylko do tego co wiedzą nasze mamy, którym często karmienie piersią również się nie udało i do dziś nie wiedza dlaczego, znalezienie odpowiedzi na pytanie jak poradzić sobie z takim czy innym problemem nie jest specjalnie trudne. Są jednak dwie zasadnicze kwestie, o których mówi się rzadko, a nawet jeśli już, to zdecydowanie za mało. Pierwsza z nich dotyczy największego problemu z jakim zetknęłam się ja.
O ile moja babcia dokarmiała swoimi piersiami dzieci sąsiadów, o tyle mama, zarówno w przypadku moim, jak i siostry, poddała się z powodu kolek (sic!). Ponieważ cztery miesiące przede mną urodziła moja siostra, która również bardzo szybko się poddała, dla odmiany z powodu strachu, że jej córeczka "nie dojada", w ostatnich miesiącach ciąży byłam bombardowana teoriami, że to genetyczne (sic!) i że mi z pewnością też się nie uda. Jak przekonuje mój mąż, psycholog, w wychowywaniu dzieci nic nie jest tak ważne, jak poczucie matki, że jest kompetentna (a ściślej, poczucie dziecka, że mama wie co robi, ale jedno wynika z drugiego). Chyba żadnej młodej mamy nie muszę przekonywać, że nikt ani nic nie potrafi tak niszczyć tego poczucia, jak własna matka, jej pouczenia, zarzuty i wyrzuty, które jakkolwiek powodowane często (mam nadzieję) najszlachetniejszymi intencjami (dobrem córki i wnuczki/wnuka) wyrządzają często olbrzymie szkody. Myślę też, że nie jestem jedyną kobietą, której wpuszczanie wyrzutów mamy jednym uchem i wypuszczanie drugim nie przychodzi z łatwością. Jakkolwiek kocham moją mamę i uważam za cudowną osobę (bo nie chcę, żeby to co piszę zabrzmiało jakbym wyszła spod skrzydeł jakiejś jędzy), tak muszę otwarcie powiedzieć, że moim największym problemem dotyczącym karmienia było utrzymanie wiary w to, że mi się uda, gdy regularnie tą wiarę podkopywała. Wiem, że nie robiła tego celowo i wiem, że wynikało to z troski, co więcej doceniam tą troskę i cieszę się, że się martwi. Możliwe, że wiele mam nie miało takiego problemu, ale wierzę, że nie jestem jedyną, która się z nim mierzyła, a w tej kwestii niełatwo znaleźć pomoc nawet w poradni laktacyjnej. Jak więc sobie z tym radzić? Tego właśnie dotyczy druga z zapowiedzianych przeze mnie kwestii.
Prawdopodobnie metod jest wiele. Niektórzy pewnie doradzą szczerą rozmowę z mamą, w skrajnych przypadkach terapię psychologiczną. Moim sposobem, który w zasadzie nie ja wybrałam, a który sam wybrał mnie było po prostu wsparcie męża. Do dziś zarzeka się, że robi to dla mnie i dziecka, a nie po to, by mieć pretekst, żeby nie musieć wstawać na nocne karmienie (bo przy karmieniu piersią, w przeciwieństwie do karmienia butelką wiele nie pomoże). Ciąża jest dla nas, kobiet bardzo dużym wyzwaniem, ale nie wdając się w licytacje na temat tego, dla kogo bardziej, trzeba przyznać, że i rola mężczyzn nie kończy się na zapłodnieniu. Samo znoszenie naszych humorów jest dla nich nie lada wyzwaniem, a co dopiero okazywanie nam ciągłego wsparcia i troski nawet w chwilach, w których jesteśmy bliskie zatłuczenia ich z powodu tego, że za głośno patrzą ?. Nieocenioną pomocą jest ich ciągłe podziwianie tego jakie jesteśmy dzielne i zapewnianie, że dalej będziemy sobie radzić tak samo świetnie albo i lepiej niż dotychczas.
Fot: Jagoda Gramala Fotografia
Fot: Jagoda Gramala Fotografia
W moim przypadku wsparcie męża było bardzo potrzebne również, kiedy brakowało mi cierpliwości. Bywało, że córka po godzinnym "wiszeniu na piersi" znowu domagała się jedzenia. Nie miałam chwili, żeby zjeść, czy zrobić kilka łyków wody. Wtedy pojawiały się myśli "może mam mało pokarmu, albo jest niepełnowartościowy". Do pionu stawiał mnie mąż, podziwiając i chwaląc za wytrwałość. Nagrodą był cudowny, słodki uśmiech córeczki, z którym po kilku godzinach spędzonych przy piersi zasypiała.
Ostatecznie nie wiem, czy z biologicznego punktu widzenia karmienie piersią jest dla dziecka znacząco lepsze. Nie doświadczyłam karmienia butelką, więc nie wiem co lepsze od strony praktycznej. Mój mąż przekonuje, że pierś jest lepsza z punktu widzenia psychologii. Nie ma to dla mnie wielkiego znaczenia. Niezależnie od tego jaka jest prawda, z pewnością jest to wspaniała przygoda, dostarczająca niesamowitych chwil z dzieckiem. Z tymi kobietami, które próbować zamierzają chciałabym podzielić się kilkoma radami:
  1. Uda Ci się
  2. Jeżeli myślisz, że naprawdę w Twojej sytuacji nie da się karmić piersią, to na 90% się mylisz
  3. Jeżeli boisz się, że Ci się nie uda, patrz pkt. 1 ?
  4. Nie ulegaj niczyjej presji. Nasze mamy naprawdę nie wiedzą wszystkiego lepiej, a koleżanki którym się nie udało trudno uznać za autorytet w tej dziedzinie.
  5. Jeśli nie znasz swojego partnera na tyle, by mieć pewność, że w każdej chwili będzie Cię wspierał, to przygotuj go do tej roli odpowiednio wcześnie, zanim Twoje hormony będą podpowiadać Ci, żebyś posłużyła się w tym celu nożem kuchennym
  6. Jeśli Ci się nie uda, to się nie przejmuj. Nie uczyni Cię to "gorszą matką".
Ewelina Szczepaniak

Ja się do tych rad z całego serca dołączam, bo są bardzo mądre.

A jak się Wam podoba opowieść Eweliny?
Dajcie znać w komentarzach co sądzicie.

Pozdrawiam,
Zaiana

 PS.
Jeśli karmisz, bądź masz za sobą już swoją przygodę z karmieniem i chcesz się nią podzielić, to spisz ją, wraz ze swoimi przemyśleniami, problemami, radami, dołącz kilka zdjęć i wyślij na adres zaiana@instrukcjepoprosze.pl
Pamiętajcie też o wyrażeniu zgody na publikację.
Opublikuję najciekawsze.


"Podobał Ci się ten post? Daj mi o tym znać i napisz w komentarzu. Jeśli dołączysz do obserwatorów na blogu, będziesz informowany na bieżąco o nowych wpisach. Będzie mi również niezmiernie miło jeśli polubisz mój fanpage na Facebooku i Instagramie. "

18 komentarzy:

  1. To prawda. Matki nasze, przynajmniej moja rowniez mnie nie wspierala. Dziecko sie nie najada skoro co chwile wisi przy piersi. Ale znow na piersi? Pretensje ze nie moze przyjechac bo akurat w porach wieczornych dziecko znow wisi. Zero zrozumienia, wsparcia, a czasami pretensje...

    OdpowiedzUsuń
  2. 90%? Nie wiedziałam, że aż tak duzo. Ja rownież miałam na poczatku problem. Myslalam, że wszyscy karmią piersią tylko nie ja. Kiedy mowilam o tym otwarcie okazywało się, że wszyscy albo karmili krótko, albo dokarmiają lub karmią mm. Nie poddałam się i karmimy się 1,5 roku.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na szczęście dzięki wielu akcją społecznym ten procent będzie malał mam nadzieję. Brawo 1,5 roku to niezły wyczyn :-)

      Usuń
  3. A ja chyba nie powinnam się za bardzo wypowiadać, by nie rozpętywać burzy. Bo sama prawie wcale nie karmiłam piersią i z perspektywy nie żałuję, dziś również postąpiłabym tak samo. Nie miałam przy sobie wtedy męża ani nikogo innego, kto skakałby go koło mnie przez te pierwsze tygodnie (miesiące), zanim laktacja się unormuje. Uznałam i uznaję dalej, że ważniejsza dla dziecka jest spokojna mama niż mleko. Mieszanki, wbrew temu, co mówią mamy karmiące, nie są wcale złem ostatecznym. I nie zrozum mnie źle, bo ja bardzo szanuję i podziwiam kobiety karmiące piersią, ale wkurza mnie to, że to działa najczęściej tylko w jedną stronę. Sama zostałam zmieszana z błotem za moją decyzję własnie przez 3 dość znane promotorki karmienia piersią. I to zmieszanie było na bardzo niskim poziomie... Pozdrawiam Cię ciepło!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Sposób karmienia to zawsze wybór rodziców, aczkolwiek jestem zdania, że mm powinno być ostatecznością bo nie jest to pełnowartościowy pokarm. Nie zgadzam się też, że potrzeba nadskakującego mężczyzny do rozkręcenie laktacji. Wręcz przeciwnie, karmienie piersią ułatwienia życie i oszczędza czas na wielu polach o wyspany nocach nie wspomnę.
      To wszystko niezmienionym faktu, że potraktowano Cię nieładnie, mieszanie z błotem jest postępowaniem nie tylko nieprzystojnym ale też niepotrzebnie krzywdzące bo zapewne na to nie zasłużyłaś.
      Każda matka kocha swoje dziecko i chce dla niego jak najlepiej.

      Usuń
  4. Karmiłam i piersią, i po zakończeniu karmienia - mlekiem modyfikowanym. Co by nie mówić, pierwszy sposób - mimo iż obciążajacy i absorbujacy mamę w 100% - jest dla mnie zdecydowanie wygodniejszy :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak :-) odpinane stanik i jest, w odpowiedniej temperaturze ilości i gotowe do popodania :-)

      Usuń
  5. Początki zawsze bywają trudne, najważniejsze, żeby szukać wsparcia. Najbardziej przykre jest to, że ci, którzy powinni nas wspierać, nie mają na ten temat odpowiedniej wiedzy i matki muszą działać na własną rękę.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mam nadzieję, że będziemy iść ku lepszemu i przede wszystkim personel medyczny zmieni swoje podejście

      Usuń
  6. Ja niestety z moimi synkami za szybko się poddałam ;( ale wiem,że jak będzie mi dane mieć jeszcze jednego Skarba to nie poddam się już, jestem silniejsza i będę robiła wszystko, aby dać mojemu dziecko wszystko co najlepsze

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Trudno jest walczyć samemu gdy nie ma się odpowiedniego wsparcia. W życiu dla dziecka najważniejsza jest nasza miłość :-)

      Usuń
  7. Ja byłam bardzo zawizięta przy karmieniu piersią pierwszej córy (włącznie z zapaleniem piersi w pierwszych tygodniach życia) i bardzo żałuję, że nie dało mi się karmić jej do ukonczenia 2 rz. Nasza przygoda z kp skonczyła się po 13 miesiącach. Z młodszym synkiem wszystko idzie nam jak z płatka i karmimy się już 20 miesięcy. Wierzę, że wsparcie otoczenia jest ogromnie ważne - ja je miałam. Ważne szczególnie na początku. Pozwoliło mi to zbudować w sobie ogromną determinację, by przetrwać trudne początki. Czego i życzę Wam wszystkim :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Masz rację, wsparcie ma duże znaczenie, mam nadzieję że osoby które nie mają wsparcia w rodzinie znajdą je właśnie w tym cyklu postów oraz na facebookowej grupie, którą założyłyśmy.

      Usuń
  8. Ja karmiłam piersią dosyć długo, bo 26 miesięcy, ale na początku miałam spore problemy i bardzo mało wsparcia od innych, nawet od tych najbliższych mi kobiet. To smutne, ale niestety, widzę, że nie tylko mnie to spotkało.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wow 26 miesięcy, Brawo :-)
      Niestety gdy my byłyśmy niemowlakami, wytyczne żywieniowe były diametralnie inne, stąd częsty brak wsparcia zw strony matek

      Usuń
  9. Nie oskarżała bym naszych mam o brak wsparcia a raczej o brak zrozumienia. No i moją mamę, która przjechała mi pomóc przy starszej córce, strasznie bolało, że zarówno ja jak i moja młodsza córka się męczymy. Po prostu nie była wstanie patrzeć na mnie wykończoną i słyszeć co chwilę kwilące dziecko. Z perspektywy czasu rozumiem, że martwiła się a nie chciała za wszelką cenę wcisnąć mi do ręki butelkę, żebym tylko miała święty spokój.
    Cieszę się, że Wam się udało, gratuluję i życzę wytrwałości :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, napewno trudno im zrozumieć, myślę jednak i często powtarzam też mojej mamie, że powinna zaufać córce w jej kompetencje do bycia mamą

      Usuń

TOP